Strefa Uzdolnionych to miejsce, gdzie króluje talent. W Gminie Bolesławiec owych talentów nie brakuje. Zdolności Mieszkańców naszej gminy są przeróżnej maści, co tylko dodatkowo cieszy. Strefa Uzdolnionych to miejsce prezentujące ludzi z pasją i zamiłowaniem, którzy w trudach codzienności znajdują czas na pracę twórczą.

Anna Haniszewska to pełna energii i pasji mieszkanka Żeliszowa. Od 2 lat pod szyldem „Z drewna uszyte” tworzy rękodzielnicze wyroby z drewna – deski, zegary, świeczniki, stoły, podstawki, stoliki, lampy…  W domu na każdym kroku podziwiać można efekty jej pracy, a każdy, kto odwiedza ja po raz pierwszy – nie szczędzi komplementów.

Zacznijmy od początku, czyli proszę opowiedz – skąd pomysł na zajęcie się właśnie drewnem?

Pomysł zrodził się bardzo spontanicznie i efektownie – strzeliła mi bowiem deska do krojenia. (śmiech) W związku z tym, że mąż prowadził własny zakład stolarski, to jakieś kawałki drewna w domu zostały. Stwierdziłam więc, że czemu nie zrobić sobie takiej deski na wymiar, dokładnie takiej, jaką chcę – uszytej na miarę, żeby mi weszła do szuflady, żeby była poręczna i całkowicie według moich wymagań. I taką deskę sobie zrobiłam.

Domyślam się, że efekt końcowy nie tylko Tobie wpadł w oko?

Tak, przyjechała koleżanka na kawę, zobaczyła i poprosiła, żeby zrobiła taką też dla niej. I później już jedna koleżanka drugiej koleżance pokazała, sąsiedzi zobaczyli i tych próśb „to mi też zrób taką deskę” zaczęło się pojawiać coraz więcej.

I ile czasu od pierwszego koleżeńskiego „ja też chcę” do pomysłu „a może zacznę to robić zawodowo” minęło?

Hmm… Chyba trzy miesiące…

To szybko poszło!

Tak, nie pracowałam już zawodowo i będąc w domu zrobiłam tą swoją szytą na miarę deseczkę. Miesiąc później powstawały te dla koleżanek, kolejny miesiąc to już znajomi znajomych, a w następnym zgłosiłam działalność gospodarczą. Taką podstawową wiedzę z zakresu obróbki drewna nabyłam przez 15 lat pomagania mężowi, który miał własną stolarnię.

I jak wspominasz te początki własnej działalności?

Świetnie. Naprawdę super. Zresztą do dziś podoba mi się to, co robię. Kilka lat temu zafascynowała mnie żywica epoksydowa – jako produkt szerokiego zastosowania artystycznego.

Ona chyba wtedy też zaczęła się robić modna…?

Tak z 10 lat temu zaczęła się pojawiać w Polsce, ale ja pracuję z nią już 2-3 lata. Z żywicą zaczęłam swoje próby już 5-6 lat temu i te próby, podejmowane na podstawie filmików z youtube, okazały się szczerze mówiąc totalnym niewypałem. Tam wiesz – 2 minuty filmiku i piękny stół wyszedł, więc doszłam do wniosku, że niby dlaczego ja miałabym w 2 minuty tego nie zrobić. Jak zalałam kotłownie, a konkretniej świeżo położone płytki, żywicą to „odechciało” mi się żywicy na kolejne lata. Wyszedł brak wiedzy z zakresu obróbki tego materiału, brak przygotowania bhp, choćby tematu jej toksyczności podczas procesu utwardzania… Dopiero gdy zaczęłam robić te deseczki, które początkowo były w wersji eko – drewno, olej lub wosk pszczeli, zaczęłam zastanawiać się, czy jednak nie spróbować ich wzbogacić.

Chodzi o ubytki drewna?

Dokładnie. Po prostu nie stosować szpachli czy wypełniaczy, a spróbować żywicy, by deski były bardziej kolorowe, by podkreślić to drewno… Wtedy zaczęłam studiować fachową literaturę, zapisałam się do kilku grup w Internecie, poznałam kilka osób, które się tym zajmują. Ogromnym wsparciem był mój kolega z drugiego końca Polski, z którym miałam możliwość omówić każdy etap pracy z żywicą.

Rozmawiamy w Twoim domu, który jest jednocześnie Twoją pracownią, ale także swoistą wielkopowierzchniową wystawą, ponieważ na każdym kroku widzimy Twoje prace – tu zegar, tu kolejny, tam ława, tu stolik kawowy, tam kwietnik…

No gdzieś to trzeba trzymać. (śmiech)

A jak ktoś odwiedza Cię po raz pierwszy to co wzbudza największe „ochy” i „achy”? Czy ktoś, kto przyjeżdża obejrzeć Twoje prace, zauważa te duże – jak ława w salonie czy raczej zegar na ścianie?

Przede wszystkim, gdy ktoś po raz pierwszy widzi właśnie żywicę epoksydowa, to bez względu na produkt to ten zachwyt wzbudza właśnie ona – efekt wizualny, gładkość przy dotyku, przeźroczystość, pozwalająca na umieszczenie w niej dodatkowych elementów…

Bo możemy tę żywicę wzbogacić?

Tak, bo żywica to jedno, a to, że możemy w niej zatopić jakiś motyw leśny czy morski to kolejna rzecz. To elementy, które mogą wzbogacić zamówiony przez nas produkt. I ludzie przyjeżdżają, dotykają, zostawiają odciski paluszków… (śmiech) Ale takim zachwytem, ale też zaskoczeniem – i ty też z tego co pamiętam zwróciłaś na to uwagę – są gatunki drewna. Ludzie nie mają świadomości, że polskie gatunki drewna mają tak piękne barwy, usłojenie czy kształty. Drewno to nie tylko stół, gdzie deski są pocięte i sklejone. A tu mamy przerosty, korę, czeczotę…

Ogólnie to czeczota wraca na salony i to tak coraz mocniej się tu „panoszy”…

Tak, kiedyś w latach 70. czy 80. ta czeczota się pojawiała nawet w fornirze, a potem została zapomniana. Ale podobnie jest choćby z topolą. Niektórzy mówią, że to chwast, a to co powstaje w mojej pracowni właśnie z topoli, moim zdaniem jest piękne. Teraz akurat mam zlecenie na paterę do serwowania z topoli z czeczotą. Będą to długie, półmetrowe patery…

Porozmawiajmy chwilę o tym, jak czasochłonna jest Twoja praca. Powiedzmy, że kończymy naszą rozmowę i zamawiam u Ciebie deskę – jedną w wersji sauté, czyli nie bawimy się w żadne żywice. Ile trwa wykonanie takiej deski?

Jeśli masz szczęście i trafiasz na moment, kiedy nie mam innych zamówień na cito, czyli nie przychodzisz właśnie w grudniu, to jeden dzień. Oczywiście przyjmując, że drewno, z którego chcesz by powstała znajduje się u mnie na stanie.

Rozumiem. A teraz przyjmijmy, że drewno wybieram z tych dostępnych, ale zaczynam delikatnie mówiąc wymyślać – czyli chcę deskę z żywicą i jeszcze chciałabym, żeby wtopione były w nią na przykład ziarna kawy…

Jeśli wypełniamy delikatne ubytki, jak sęk czy niewielkie pęknięcie, to mówimy o 2 dniach. Jeśli odlewy żywicy są większe to potrzebuję 5-6 dni na wykonanie takiej deski. Tego nie da się załatwić tak, że ja dziś rano zacznę robić deskę z żywicą a wieczorem przyjedzie klient ją odebrać. Im głębszy odlew tym więcej czasu żywica potrzebuje na wyschnięcie. 5-centymetrowy odlew żywicy to 72 godziny do twardości dotykowej. Natomiast do możliwości polerskich, by była ona taka gładka jak tarcza zegara, który za mną wisi, to liczyć musimy około 14 dni.

Więc taki stolik z żywicą to praca minimum na dwa tygodnie?

Tak, oczywiście przyjmując, że plaster, z którego ten stolik chcesz, wybierasz spośród tych dostępnych od ręki.

No to opisz proszę, jak krok po kroku wygląda ten proces tworzenia. Przychodzę do Ciebie i mówię, że chcę stolik kawowy, masz plaster drewna, jaki bym chciała, ja wychodzę, a Ty powiedz, co z nim kolejno robisz?

Jak już określimy gatunek drewna, mamy go fizycznie dostępnego i tu warto zaznaczyć – jest on kupiony przeze mnie od zaufanych i sprawdzonych dostawców,  muszę go najpierw splanować, czyli wyrównać powierzchnię, bo plastry niejednokrotnie są cięte piłą, więc może być krzywy.

A dobrze by było, żeby ta kawa, którą na nim postawimy, się jednak nie wylała.

Tak, dlatego zaczynamy od planowania. Robię to frezarką – mam taki półprofesjonalny planer stalowy, na którym mogę regulować grubość plastra, a który zrobił mi mój mąż. Zresztą mój mąż – ukochany i niezastąpiony i proszę byś to zapisała (śmiech) – wymyślił mi i wykonał stół roboczy do planera, który jest zamontowany na ścianie i który nie zajmuje dużo miejsca.

Ukochany mąż, mamy to zapisane (śmiech).

Na tym stole stawiam konstrukcję planera, biorę frezarkę, równam dwustronnie plaster i doprowadzam do wybranej grubości, ponieważ musisz pamiętać o tym, że jak zamawiałaś u mnie ten stolik to podałaś także grubość blatu. Potem jest wstępne szlifowanie tego plastra szlifierką taśmową. Następnie przechodzimy do procesu uzupełniania ubytków żywicą, zatapiania wybranych elementów. I tu w zależności od plastra – albo muszę stworzyć miejsce w tym plastrze…

No tak, bo przecież to nie musi być drewno, które samo w sobie taki ubytek ma…?

Tak, dlatego frezarką muszę wyciąć kształt i zagruntować minimum 2 razy bezbarwną żywicą, po to, by drewno nie chłonęło jej za bardzo i się nie odbarwiło w przypadku wypełnienia kolorową żywicą. Potem kompozycja z wybranych elementów, którą zalewam żywicą. I to też jest proces rozłożony w czasie – niekiedy trzeba trzy raz podejść do wypełnienia takiego miejsca.

No tak, nie możesz zalać kompozycji, ponieważ chyba by po prostu wypłynęła?

Dokładnie, dlatego najpierw pierwsza warstwa kolorystyczna, później kompozycja, którą zalewam niewielką warstwą żywicy, która działa w tym przypadku jak klej, a później do pełna uzupełniam to ponownie żywicą.

I teraz czekamy…

Tak, minimum 72 godziny, by można było rozpocząć szlifowanie. I minął ten czas, biorę plaster na stół roboczy, zaczynam szlifować, a on… nie pyli. Oznacza to, że schnięcie było zbyt krótkie i musimy czekać dalej… Tu ważna jest wilgotność na poziomie 47-48 % oraz temperatura nieprzekraczająca 20 stopni.

Rozumiem, że o tym w filmikach na youtube nie mówili? (śmiech)

Nie mówili, oj, nie mówili (śmiech). To musi być zachowane. Pamiętaj też o tym, że żywica jest toksyczna – dlatego należy pamiętać o elementach ochronnych, gdy z nią pracujemy. Poza tym przez te 72 godziny nie powinniśmy przebywać w tym pomieszczeniu. Ale wracając do żywicy – przyjmujemy już, że związała ona odpowiednio i wtedy przystępuję do kolejnego szlifowania i polerowania żywicy.

I następnie jakoś zabezpieczasz to drewno?

Tak, to już też ustalamy – czy chcesz go jak większość klientów, by został w postaci żywicy, której gładkość będziesz czuć pod palcami, czy jednak zabezpieczyć lakierem lub olejowoskiem.

I to jest ostatni etap?

Pomijając dokręcenie podstawy to tak. Z zasady większość stolików z wtopioną kompozycją pozostawiam z żywicą, a samo drewno zabezpieczam olejowoskiem. Kocham drewno z tym wykończeniem, daje ono taki kontakt z drewnem, czego nie da ci żaden lakier. 

Wiem, że każdy Twój wyrób jest niepowtarzalny, ale dodatkowo może on być również znakowany. Wytłumaczysz w jaki sposób?

Zleceń na to, by wykonać personalizowane produkty, było bardzo wiele – jubileusze, rocznice ślubu... Chcąc to usprawnić i sprawić by było to trwałe i eleganckie – zakupiłam pirograf.

I co na ogół klienci znakują?

Dedykacje z okazji uroczystości. Robię także zegary, gdzie wypalam różne motywy lub ukochane zwierzęta klientów. Ostatnio miałam zlecenie na wykonanie tarczy zegara z jeleniem, który idzie przez las. To wszystko jest ręczna robota, drewno topoli z elementem czeczoty, biała obręcz – zgodnie z życzeniem klienta.

Z jakiego projektu jesteś najbardziej dumna?

Na początku mojej przygody dostałam dwa duże projekty do wykonania, gdzie poprawiłam po rękodzielniku zniszczony i nieprofesjonalnie wykonany blat stolika o nieregularnej średnicy 1,5 m i 20  cm grubości, gdzie przy zdzieraniu warstw okazało się, że wypełniony został pianką montażową. Kolejny duży projekt to stół o długości 180 cm z rzeką z żywicy i też dałam radę – mając podstawowe pojęcie o pracy z żywicą. Obie rzeczy są w użytkowaniu do dzisiaj.

Wiem też, że Twoja praca wyposażyła pewien salon fryzjerski?

Tak, klient miał bardzo sprecyzowane życzenia. Zrobiłam w sumie 3 konsole fryzjerskie, czyli stoliki pod lustra z pięknych orzechowych blatów, które przyjechały spod Krakowa. Do tego 3 autorskie stojaki na nożyczki – przecięte na pół, puste w środku, plastry orzecha z otworami na nożyczki, zdobione żywicą. Dodatkowo mają jeszcze stolik kawowy i zegar – wszystko z orzecha.

Przy okazji zegarów. Wiem, że nie tylko Twoja praca nad samym drewnem to ręczna robota, ale obręcze także są handmade.

Współpracuję z dostawcą obręczy, młodym chłopakiem z talentem i pasją. Zamawiam u niego obręcze, które współtworzą moje zegary. Mam również utalentowanego kolegę tu, w Żeliszowie, który robi mi podstawy pod stoliki oraz lakieruje obręcze, które przysyłane są z Lublina.

W Twojej pracy na sukces składa się także dobór odpowiednich dostawców?

Tak, mam fantastycznego dostawcę drewna – pana Leszka z Grodziska Mazowieckiego, którego produktów jestem pewna. Do tego współpracuję z kilkoma innymi. Jeśli chodzi o nogi i obręcze to także sprawdziłam już niejednego rzemieślnika.

Teraz, a rozmawiamy w grudniu, w Twojej pracowni jest gorący okres, ponieważ Twoje dzieła są świetnym pomysłem na prezent.

W tej chwili rzeczywiście zamówień jest bardzo dużo, do świąt nie przyjmuję już nowych zleceń – także z szacunku do klienta, ponieważ by zamówienie wykonane zostało dobrze potrzebny jest czas.

Ale jakaś szansa na deskę Twojego autorstwa na prezent świąteczny jest?

Zawsze w pracowni „coś jest”, ponieważ gdy przygotowuję drewno i formę pod żywicę i je zaleję, to muszę odczekać określony czas, więc robię coś dodatkowego. Przygotuję sobie drewno na deseczki, albo na zegar, który ktoś kiedyś kupi od ręki. Staram się pracować 8 godzin i wykorzystuję ten czas pomiędzy na wykonanie kolejnych produktów.

Czyli szansa na to, że czytając ten artykuł ktoś się z Tobą skontaktuje i dostanie coś od ręki, jest?

Oczywiście, że tak.

A jak Twoim bliscy zareagowali na Twoją pracę i pasję?

Początkowo myśleli, że to będzie pomysł na chwilę. W tej chwili rozważam rozszerzenie działalności. Cały czas są jednak dla mnie wsparciem. Zwłaszcza mąż…

Ukochany mąż (śmiech).

Ten sam! (śmiech) Mąż pomaga mi i wspiera swoją wiedzą oraz doświadczeniem, ale pracuje zawodowo, więc może za jakiś czas będę chciała zatrudnić kogoś, kto kocha pracę z drewnem tak samo jak ja.

Dziękuję Ci za rozmowę. I życzę kolejnych sukcesów oraz pełnych satysfakcji prac. Niech wszyscy, odwiedzający Twoją pracownię, będą równie zachwyceni jak ja.

Rozmawiała Karolina Kojder

Link do profilu Z drewna uszyte [www.facebook.com/zdrewnauszyte]